Pierwsza połowa 2025 roku była dla mnie trudna. Bardzo trudna.
W ciągu kilku miesięcy cztery razy chorowałam. Infekcje, przeziębienia, a w pewnym momencie także zapalenie krtani. Ledwo wracałam do formy, a już pojawiało się kolejne osłabienie. Częste choroby, choć na co dzień funkcjonowałam, trenowałam i „ogarniałam życie” mówiły jasno to, czego nie chciałam słuchać: coś jest nie tak.
W pewnym momencie postawiłam sprawę jasno: nie chcę już więcej chorować.
Stres, którego nie da się zignorować
Ten czas był dla mnie obciążający nie tylko fizycznie. W mojej rodzinie pojawiła się choroba, a razem z nią wysoki poziom stresu, napięcia i niepokoju. Dziś wiem, że organizm długo to znosił, ale w końcu powiedział „stop”. Częste choroby nie brały się znikąd. Były sygnałem.
Decyzja o realnej zmianie
Zrozumiałam, że nie wystarczy „czekać aż przejdzie”. Chciałam naprawdę zadbać o zdrowie, a nie tylko łagodzić objawy.
Dlatego zgłosiłam się do dietetyczki klinicznej Marty Michalskiej-Wosztyl, która spojrzała na moje zdrowie całościowo.
Pierwszym krokiem był pakiet badań krwi. I tutaj pojawiło się moje ogromne zaskoczenie. Tam, gdzie patrząc na wyniki nie widziałam problemu, gdzie dla mnie „było w normie” Marta zwróciła uwagę na coś pozornie nieistotne detale:
- niski poziom witaminy D
- nieprawidłowe parametry związane z witaminami z grupy B, wskazujące prawdopodobny niedobór
To był moment, w którym zrozumiałam, jak ważna jest właściwa interpretacja badań, a nie tylko szybkie spojrzenie na zakresy referencyjne.
Proces, nie szybka naprawa
Dobrałyśmy indywidualną suplementację i dietę opartą na warzywach i owocach, produktach nieprzetworzonych, strączkach i prostych, odżywczych posiłkach. Nie była to rewolucja z dnia na dzień. To był proces, który trwał ponad pół roku. Regularność, cierpliwość i konsekwencja.
Efekty, które czuć naprawdę
Po kilku miesiącach regularnej pracy nad podstawami zauważyłam coś, czego nie dało się już zignorować — moje ciało zaczęło reagować inaczej. Zamiast łapanych „maszynowo” kolejnych infekcji „znikąd”, pojawiła się stabilność. To, co wcześniej było normą (ciągłe osłabienie, drapanie w gardle, powracające przeziębienia), zaczęło się wyciszać. Częste choroby, które przez pierwszą połowę roku wracały jak bumerang, przestały rządzić moim kalendarzem. Plusy?
moje wyniki krwi znacznie się poprawiły,
czuję więcej energii,
lepiej śpię,
szybciej się regeneruę
Dodam jeszcze tylko, że od pół roku chora byłam raz – i to zaledwie przez trzy dni.
Ciało zawsze mówi prawdę
Ta historia nauczyła mnie jednego:
Zdrowie to nie brak objawów, ale równowaga.
Stres, niedobory, brak regeneracji — to wszystko może działać po cichu, aż w końcu organizm zaczyna wysyłać sygnały. Warto je usłyszeć wcześniej, zanim przerodzą się w coś poważniejszego.
Dziś wiem, że dbanie o zdrowie to nie słabość.
To świadoma decyzja, by żyć lepiej, spokojniej i dłużej.
Przeczytaj również:
Odpoczynek między treningami
Zdjęcie trochę bo koszulka pasuje do tematu, a trochę na zaklinanie pogody… A teraz do meritum. Zaczynając pierwszy kalendarzowy letni weekend pogadajmy
Podciąganie – ćwiczenia które sprawią że dasz radę
Buduj siłę i zdolność do podciągania się na drążku!Czy marzysz o zrobieniu swojego pierwszego podciągnięcia na drążku, ale nie wiesz od czego zacząć? Nie m
Odpowiednie nawadnianie
💧🏋️♀️ Odpowiednie nawadnianie podczas treningu - klucz do sukcesu! 💧🏋️♂️Dziś chciałabym poruszyć ważny temat - nawadnianie w trakcie treningu. Niezależ












